Chcielibyśmy cieszyć się z beatyfikacji ks. prał. Jana Marszałka i zrobić wszystko co możliwe w tym kierunku. Trzeba się spieszyć, póki jeszcze ludzie żyją – ci, którzy go znali – ci, którzy mają jeszcze coś do powiedzenia na ten temat. Nie ma za wiele materiałów pisanych, tylko cała Jego działalność. Trzeba również udowodnić heroiczność cnót, wykazać, że jego działalność duszpasterska nie była przeciętna, że było coś, co wyrastało ponad przeciętność.

Przyjrzymy się jak właściwie praca ks. Prałata wygląda z punktu widzenia Kościoła – w jakim kontekście „ustawiony” jest duszpasterz. Może najpierw cała sytuacja czysto społeczna i ekonomiczno-społeczna, w której przyszło pracować ks. Marszałkowi. Skąd się to wszystko wzięło, dlaczego były takie, a nie inne układy społeczne, polityczne. Sięgnijmy zatem do historii. Nie wolno nam zapominać obiektywnej rzeczywistości, że Mussolini i Hitler z jednej strony, a Lenin, Stalin, Mao, Poi Pot i towarzysze z drugiej są bliźniaczymi braćmi czasów nowożytnych. Nazistowski faszyzm i marksizm posiadają jednego mistrza. Mistrzem tym był filozof niemiecki Hegel. Cała dialektyka, która się zrodziła u Hegla, dała podstawy współczesnemu światu, dzielącemu się na „lewicę” i „prawicę”. Odcienie czerwieni i czerni są różne, ale korzeń jest ten sam. Ziarna, które doprowadziły do totalitaryzmu, gułagów, obozów koncentracyjnych, obozów zagłady – pochodzą z tej samej ziemi, z dominującym w niej nad wszystkimi innymi składnikiem – odrzuceniem Boga, Biblii, aby zastąpić Go innymi bogami, takimi jak: Duch Świata, Historia, Państwo, Rasa, Klasa Robotnicza, Proletariat, Produkcja. W ciągu dziesiątków lat, które upłynęły od tego czasu, od owego gwałtownego rozczarowania, ogłupiająca propaganda przedstawiała nam faszyzm nazistowski jako zło absolutne, zaplątała go w kategorie religijne, jakby nie były rodem z historii, lecz prosto z piekła.

W demonizacji uczestniczyły również kultury „oświeconych demokracji” w skrytości świadomych, że czerwone i czarne totalitaryzmy nie są faktycznie mieszkańcami Królestwa Szatana, lecz dziećmi antychrześcijańskich ideologii europejskiego wieku Oświecenia, mitów jakobińskich, tej gleby, która zrodziła nie tylko nazistowski faszyzm i socjalistyczny marksizm, ale także pewien radykalny liberalizm, ten, który rozpoczynając się od utopii rewolucji francuskiej 1789r., zakończył się terrorem roku 1793, a następnie masakrą napoleońską. To co nam kiedyś wpajano z historii, że Rewolucja Francuska obaliła Bastylię, bo tam siedziały tysiące czy setki niewolników, to jest wielka bzdura, bo w Bastylii znajdowało się w tym czasie zaledwie trzech, czy czterech opryszków, którzy nie mieli gdzie mieszkać. Ale nam mówiono zupełnie co innego. Również liberalizm agnostyckiego realizmu i ateistycznego pozytywizmu, a także nacjonalizm Wielkiej Wojny [pierwszej wojny światowej], która zafundowała ludzkości Lenina, a potem Hitlera. Wreszcie liberalizm dzisiejszy, dla którego wieńcem chwały jest kult aborcji. Cała nowoczesność pochodzi z odrzucenia – gwałtownego i pogardliwego – prawdy o istnieniu Boga.

Niezależnie od odcieni, wszędzie znajdujemy religię człowieka i jego licznych bóstw, zamiast uznania Jezusa Chrystusa, Syna Człowieczego. A więc my wierzący powinniśmy mieć świadomość, że zaciemnianie sacrum rodzi potwory – śmierć Boga – a to prowadzi nieuchronnie do śmierci człowieka. Prawdziwym schematem, który pomoże zrozumieć tragedię dwóch wieków nowożytnych, jest więc schemat: wiara czy ateizm, perspektywa religijna czy laicyzm, Bóg, Jezus Chrystus czy bóstwa polityczne i kulturalne. Jak trafnie zauważył Pius XII – którego tak potępiano na wszystkie możliwe sposoby – korzeniem wszystkiego – mówił papież – jest apostazja Zachodu, jest homo homini deus – człowiek człowiekowi bogiem, które zawsze obraca się w homo homini lupus – człowiek człowiekowi wilkiem.

To są czasy, które przeżywaliśmy. W takiej właśnie sytuacji musiał pracować Kościół i musiał się umieć temu wszystkiemu przeciwstawić. I tu główną rolę odgrywali kapłani, bo ci idą zawsze na pierwszym froncie. Jeden z wielkich wrogów Jezusa Chrystusa, F. Nitzsche, który tak bardzo zaważył na złym rozwoju duchowym Europy, wielki znawca serca ludzkiego, nie mógł nie zauważyć w dziejach Europy obecności kapłana. Mówił tak: Oto tu są kapłani. I chociaż są oni moimi wrogami, idźcie obok nich ze spuszczonymi mieczami [tzn. nie atakujcie, nie uderzajcie ]. I między nimi są bohaterzy! Litość mnie bierze nad nimi! To są ludzie w niewoli, w kajdanach, noszą na sobie znak, piętno. Bo ten, którego oni nazywają Zbawicielem, nałożył im swoje więzy! Ach, oby ktoś umiał ich wybawić – od ich Zbawiciela… Tu właśnie Nitzsche, mimo woli, złożył hołd katolickim księżom Oni są właśnie tak bardzo, na dobre i na złe, związani osobiście z Chrystusem. Oczywiście byli tacy, którzy zdradzili Chrystusa, ale Judasz też zdradził, chociaż był wybrany przez samego Jezusa Chrystusa. Dlatego Sobór Watykański II stwierdza, że Kościół jest sakramentem, tzn. znakiem i narzędziem do najściślejszego zjednoczenia z Bogiem i narzędziem do stworzenia jedności całej ludzkości! Kapłani, działając w osobie Chrystusa, uwidaczniają Kościół powszechny na swoim terenie i w postawie życia na co dzień. Winni wierzącym i niewierzącym ujawnić oblicze urzędu prawdziwie kapłańskiego i pasterskiego, wszystkim winni dawać świadectwo prawdy i życia. Dokument o Formacji Kapłanów powiada, że: Kapłan ma udział w zbawczym dziele Jezusa Chrystusa, stąd w postawie swojej musi być podobny do „sługi Jahwe” i Dobrego Pasterza, aby mógł realizować Boże zamysły… na co i łaską Bożą uprzedzającą jest uradowany. Gdyż jedynie wówczas jego posługa jest wiarygodna, gdy ją pełni w postawie i duchu „sługi Jahwe” i Dobrego Pasterza. W nieustannym trudzie kapłana musi światu zajaśnieć sam Kościół, jako znak obecności Boga w świecie. Kapłan musi swoim życiem i słowem wykazać, że Kościół przez samą obecność swoją z wszystkimi bogactwami, jakie w Kościele są zawarte, stanowi niewyczerpane źródło tych cnót i mocy duchowych, których świat dzisiaj tak bardzo potrzebuje. Dlatego też kapłan musi się stać takim, aby wszyscy w nim mogli rozeznać zastępcę Głowy Kościoła – samego Jezusa Chrystusa. Kapłan winien oddać całe swoje życie na służbę Bogu i bliźniemu i musi być gotów życie swoje oddać za owce swoje. W takim właśnie kontekście Kościół widzi każdego duszpasterza, dlatego jest to rola bardzo ważna i bardzo odpowiedzialna. Stąd też nie dziwmy się, ani się nie gorszmy jeżeli np. taki czy inny młodzieniec odchodzi z seminarium, bo ten ktoś mógł dojrzeć, że nie dorasta do roli, której od niego wymaga Kościół. Dlatego lepiej się wycofać wcześniej, niż później robić jakieś skandale. I to są bardzo wysokie wymagania, które dzisiaj się stawia. Współczesne życie jest o wiele bardziej skomplikowane niż to może było w systemie komunistycznym, bo tam był jeden wróg, który zawsze walczył z Bogiem, który nie uznawał Boga, dla którego rola Kościoła i rola księdza była po prostu absurdem, bo dla niego liczyła się tylko produkcja, to co człowiek wyprodukował, to co zrobił – to miało wartość. Natomiast wszystkie inne wartości, które były niematerialne – istnienie Kościoła i całego szeregu zakonów, duchownych to jest dla nich absurd. I nic dziwnego, że oni walczyli. To była konsekwencja ich ideologii – w założeniach i postępowaniu. Natomiast liberalizm, zwariowany liberalizm, w którym przyszło nam dzisiaj żyć, który jest o wiele bardziej złośliwy i chytry od systemu komunistycznego, stwarza gorsze sytuacje dla Kościoła niż to było wtedy.

Parafia, na czele której stoi ksiądz proboszcz, jest ośrodkiem kultu eucharystycznego, przede wszystkim mieszkaniem Bożym – ten kościół parafialny – a przez to widzialnym znakiem łączności parafii z Kościołem i Jego Głową. Jest to ponadto miejsce ofiary Chrystusa za wiernych i ofiary składanej w imieniu wiernych, przy ich uczestnictwie. Kościół parafialny jest więc miejscem, w którym w widzialny sposób realizuje się wspólnota Kościoła. Kościół parafialny jest miejscem, w którym Chrystus w szczególny sposób, rozdaje swoje łaski przez sakramenty św. oraz sakramentalia. Jest on dalej miejscem modlitwy prywatnej, zwłaszcza społecznej modlitwy Kościoła; liturgicznej, paraliturgicznej, miejscem gdzie zbiera się cała parafia, by oddać cześć Bogu i zaznaczyć swą łączność z Chrystusem w Kościele i ją zamanifestować. Jest również to miejsce cichych modlitw prywatnych. Kościół parafialny jest wreszcie miejscem głoszenia słowa Bożego, Bożej prawdy. Ta Boża prawda jest tu głoszona nie tylko słowem, jak kazania, katecheza, egzorty, ale i czynem, jak akcja liturgiczna w kościele, dalej poprzez obrazy, rzeźby, polichromię. Dlatego to zarówno polichromia, jak i śpiew powinny w swojej treści, a nawet w formie wyrażać Bożą prawdę. Nawet wtedy, kiedy się tu nic nie dzieje w sensie ofiary, liturgii, nauczania, sprawowania sakramentów, kościół nie przestaje być znakiem, symbolem i „wołającym kamieniem”. W takim sensie, w jakim parafia jest wielką Bożą rodziną, kościół parafialny jest domem rodzinnym, jako mieszkanie Ojca – miejsce sakramentalnego i doktrynalnego posiłku dusz, miejsce, w którym przez łaskę zacieśniają się więzi miłości z Chrystusem i więź z Kościołem. Kościół parafialny, jak widać, spełnia więc wielorakie funkcje religijne.

Były takie czasy, kiedy kościół spełniał także świeckie role. Patrząc na historię widzimy, że był czas kiedy kościół spełniał także funkcje ściśle świeckie – był miejscem obronnym, miejscem, gdzie można było uzyskać azyl. Dzwony nie tylko służyły do nawoływania do modlitwy, ale i zwiastowały zbliżające się niebezpieczeństwa. Położenie kościoła było zawsze dominujące, czego dzisiaj już niestety nie ma.

Parafia, jak wiemy, nie jest samodzielną społecznością, lecz częścią Kościoła, stąd i władza proboszcza i jego posłannictwo zostały mu powierzone przez Kościół, przez biskupa. Proboszcz ma łączność z biskupem, biskup ma łączność z Ojcem Świętym. Cała jego – proboszcza – działalność jest działaniem Kościoła w grupie parafialnej i wypełnia ją on w zależności od miejscowego ordynariusza.

Na czym polega władza proboszcza w świetle Kościelnego Prawa Kanonicznego? Jako pasterz parafii posiada on trojakiego rodzaju władzę: jurysdykcyjną – zewnętrzną sakramentalną i poza sakramentalną, władzę ojcowską, czuwanie nad wiernymi i pouczanie ich, upominanie oraz władzę administrowania parafią, prowadzenia dzieł miłosierdzia, nadzoru nad stowarzyszeniami i bractwami religijnymi.

Gdy chodzi o władzę jurysdykcyjną, kierowania kultem liturgicznym, sprawowanie tego kultu – stąd obecność proboszcza w parafii. Proboszcz jest przede wszystkim reprezentantem władzy, hierarchii kościelnej, jest czynnikiem wiążącym parafię z Kościołem. Dalej, przyczynia się do tego i świadomość, że duszpasterzuje on w zależności od biskupa – tutaj jest obowiązek odczytywania listów duszpasterskich, są wizytacje biskupie. Parafia nie jest więc czymś, co istnieje na własne życzenie księdza.

Proboszcz jest kapłanem – ofiarnikiem, składającym w imieniu parafian ofiarę Mszy św., przy ich współudziale i w ich intencji. To stawia proboszcza w pozycji sługi wobec parafian. Z funkcją kapłana – ofiarnika łączy się inna niezmiernie ważna – jest on przywódcą i organizatorem kultu religijnego w parafii. On jest za to odpowiedzialny. Parafianie mają prawo podsuwać takie czy inne propozycje, ale o tym czy są one zgodne z nauką Kościoła będzie decydował proboszcz. Dalej – proboszcz jest nauczycielem wiary i tu nie występuje na mocy własnego autorytetu, ale na mocy autorytetu biskupa, a pośrednio całego Kościoła. Nie głosi on bowiem własnej nauki, ale jest obowiązany głosić naukę Kościoła. Proboszcz jest także wychowawcą swoich parafian, stróżem moralności od najmłodszych do najstarszych. Proboszcz jest tym, który dysponuje środkami łaski, jest jak gdyby skarbnikiem w parafii, bo rozdaje łaski wysłużone i przekazane Kościołowi przez Chrystusa.

Trochę inaczej wygląda sprawa administrowania dobrami materialnymi w parafii, te sprawy zależą od zwyczaju, tradycji, jakie są w poszczególnych regionach, państwach.

Tak według nauki Kościoła jest ustanowiona rola proboszcza. Jeśli osobowość księdza proboszcza jest naprawdę piękna, wspaniała, jeśli mówi się o nim „człowiek Boży” – to władzę powierzoną będzie sprawował w stopniu doskonałym, ponadprzeciętnym. To wszystko zależy od osobowości.

Ks. Prałat, śp. Jan Marszałek na pewno starał się wypełniać swoje obowiązki możliwie jak najlepiej, jak najdokładniej, co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Jego intencją było, ażeby ta parafia była postawiona na wysokim poziomie duchowym, żeby parafianie naprawdę reprezentowali sobą wysoki poziom życia duchowego i żeby się wyróżniali na tle innych parafii. Jego wszystkie katechezy, kazania do tego zmierzały. Pamiętam jak mi kiedyś powiedział: Wiesz jak się jest trzydzieści lat na parafii, przez trzydzieści lat trzeba mówić kazania tak, żeby się nie powtórzyć, to nie jest łatwe. Ks. Jan miał potrzebę i świadomość tego, żeby swoją rolę wypełnić jak najlepiej. Kiedy jeszcze studiowałem na KUL-u, to zawsze gdy przyjeżdżałem na wakacjach, zawsze między nami trwały długie dyskusje nt. nowych trendów w teologii, jak to wszystko wygląda, jak jest na Zachodzie? Jego te rzeczy bardzo interesowały. Bardzo dużo czytał, był na bieżąco, żył tym, czym żył Kościół.

Ks. dr Stanisław Więzik

Share This